środa, 21 stycznia 2009

Esfahan

Zatrzymujemy sie u Amira z couchsurfing.com. Noc w mieszkaniu jest calkiem mila odmiana po ostatnich pieciu dniach w ciezarowkach. Nawet jesli spi sie na podlodze, w towarzystwie jeszcze 4 osob (do Amira przyszli koledzy wspolnie uczyc sie do egzaminow). A wczesniej jeszcze magiczny wieczor pod mostami. Przychodza tu mezczyzni i po prostu spiewaja sobie nawzajem. A glosy maja po prostu nieziemskie. Zuza nagrywa wszystko na dyktafon.

Nastepnego dnia idziemy zwiedzac. Podobno “zobaczyc Esfahan to jak zobaczyc pol swiata”, “najpiekniejsze miasto w Iranie” itp itd. Jest zima i jestesmy chyba jedynymi europejskimi turystami w miescie. Idziemy na glowny plac i jak sie okaze, juz sie z niego nie ruszymy do konca dnia.

Najpierw spotykamy Hosaina. Strasznie psioczy na rzad. Opowiada nam, ze gdy tylko chca ukryc jakies problemy, zaczynaja wycierac sobie usta Islamem, Koranem i Allahem. Ze pieniadze z ropy zamiast byc wydawane w Iranie, ida na pomoc dla Libanu, Palestyny i Talibow. Wczesniej nasi gospodarze, tlumaczac nam propagandowy plakat na ulicy, mowia, ze Liban, Palestyna itd sa oficjalnymi przyjaciolmi Iranu. Ale ich osobistymi juz napewno nie.
W Turcji wszyscy lamentowali ze ten zly Izrael zabija setkami dzieci i kobiety w Gazie. W telewizji tureckiej (iranskiej tez) doslownie za kazdym razem, gdy mielismy okazje widziec, lecialy materialy pelne zgliszcz i zakrwawionych ludzi. Tymczasem spotkani Iranczycy maja wiekszy dystans do tego konfliktu. Hosain tlumaczy nam ze rozumie, ze Izrael zostal sprowokowany ciaglym ostrzalem mozdziezowym zydowskich osiedli w wykonaniu Hamasu.

Generalnie nikt tu w Esfahanie nie lubi rzadu. Kolejny nasz rozmowca, gdy mijalismy jakiegos imama zaczal nam szeptac: “They enemies of the people…”.

Rownie daleki od oficjalnego jest stosunek do spraw obyczajowych. Kontakty miedzyplciowe przed malzenstwem sa zakazane, ale po prostu wszyscy spotykaja sie w domach. Zreszta na ulicy widac mnostwo par. Poza tym najwidoczniej zakazany owoc smakuje najlepiej. Gdy spojrzy sie mlodym Irankom w oczy (a oczy maja fenomenalne – wielkie, iskrzace sie, czarne jak smola), w ogole nie odwracaja wzroku, a czesto wrecz patrza tak intensywnie, ze bywa, ze czuje sie troche jak Zuza w Turcji :)

Hosain pokazuje nam zabawny filmik na komorce. Pojawiaja sie w nim nagie posladki, ale nie ma w tym nic erotycznego. Podobno za taki filmik mozna pojsc do wiezienia. Potem puszcza nam iranska muzyke. Nagle widzi jakiegos zblizajacego sie brodacza. Nerwowo probuje wylaczyc telefon (nie jest zbyt obeznany z technika): “Hezbollach, hezbollach, shit, shit!”. Brodacz odchodzi, Hosain znowu puszcza muzyke.
Wizytujemy jeszcze warsztat dywaniazy, gadamy z jakimis dzieciakami, wystepujemy w programie dla niemieckiej telewizji, idziemy z Wahidem do ukrytej przed turystami knajpki z fajkami wodnymi – wszystko to na jednym placu. Robi sie wieczor, wracamy do domu. Musimy zostac tu jeden dzien dluzej niz planowalismy, bo jednak wypada cos zobaczyc w tym miescie :)

6 komentarzy:

Bartek pisze...

Co tu dużo mówić. Czyta się was wyśmienicie :-)

E.milia pisze...

Ja się zgadzam, czyta się Was wspaniale. Aż pojawia się chęć odwiedzenia tych miejsc :) I taka mała niewinna zazdrość, że przeżywacie sobie te wszystkie przygody w podróży, a niektórzy muszą siedzieć w szarej Warszawie ;)

hartbit pisze...

...ze nie wspomne o kontrascie jaki czuje, gdy, mysle o swojej codziennosci(prezentacja dla prezesa, plany a i be i me i kukuryku, strategie, podchody korporacyjne, subsydia, splity i pity) a tym, czego Wy doswiadczacie... katharsis dla szarego czlowieka...

Paulinka pisze...

Jak widać nie tylko ja Wam zazdroszczę! ;) Ależ jesteście, kurde, odważni! Cudownie się Was czyta! Czekam na więcej! :)

DEDE pisze...

a ja się dołącze do opinii hartbit (obok której mam biurko:)i znam te bzdurne problemy korporacyjnego życia codziennego.
Micchał zazdroszcze naprawdę, a u nas już to co koleżanka wspomniała no i jeszcze kurs EURO - a wy tam sobie walutami szastacie to taką to śmaką i macie gdzieś bolączki warszawiaków.

Napisz maila jak będziesz miał czas czy roaming działa:)
pozdro

Michał pisze...

No juz nie narzekajcie tak w tej robocie ;))

Roaming juz mam, dzieki!

A z waluta u nas tez nie jest latwo - ciagle ktos chce kupic nasze dolary po bandyckim kursie i mysli ze damy sie nabrac :)

Trzymajcie sie!