środa, 21 stycznia 2009

Migawki z podrozy – Dobugayazit

Kurdowie wysadzaja nas w Dogubayazit niedaleko granicy z Iranem. Czuje sie jak na koncu swiata. Miasteczko wyglada tak, jak zawsze wyobrazalem sobie zapadle dziury gdzies w tundrze na dalekiej Syberii.

Sa dwie szerokie krzyzujace sie drogi bez chodnikow, wokol chaotyczne pomieszanie roznego rodzaju bud, wszedzie bloto zmieszane ze sniegiem i smieciami. Po chwili trafiamy na cos dziwnego – straganik z “fastfoodem”. Po chwili pojawia sie wlasciciel, zamawiamy po kebabie i jogurcie.

W miedzyczasie jakis czlowiek zaprasza nas do “biura” na herbate. Glownym sprzetem jest stojacy po srodku piecyk typu “koza” opalany gazetami. Siedzimy naprzeciwko siebie i usmiechamy sie. Co jakis czas wymieniamy kilka zdan, np gdzie jest Polska, a potem znowu zapada cisza.

Wracamy donaszego kebabiarza. Okazuje sie, ze dostalismy po calym bochenku chleba, przecietym na pol, w srodku salata, pietruszka i kawalki watrobki. Zaprowadza nas do kanciapy, zebysmy sobie usiedli. Kanciapa: klepisko, koza, pietrowe lozko z brudna posciela, kanapa, 2 rozklekotane fotele oraz… biurko z komputerem i telewizor. To chyba miejscowy motel. W srodku dwoch staruszkow jak z obrazka – wysuszone wiatrem i mrozem twarze, wasy, tureckie czapy. Siedza wyprostowani, sacza czaj i usmiechaja sie.

Nasz kebabiarz zna rosyjski. Kiedys pracowal w Stambule, mial tam sklep z dywanami. Potem zastanawiam sie, jak to sie stalo, ze facet znajacy obcy jezyk, majacy kiedys sklep w najwiekszym miescie kraju, wyladowal na starosc na koncu swiata i sprzedaje watrobki, ktorych tu przeciez i tak nie ma komu kupowac…

Niestety jest juz za pozno, by zapytac. Moze ktos go oszukal? Moze po prostu postanowil spedzic starosc w miejscu, gdzie sie urodzil? Ile takich ludzkich wszechswiatow miniemy po drodze, nie poznajac z nich nawet ulamka? A przeciez te swiaty sa ciekawsze niz wszystkie krajobrazy czy zabytki, ktore zobaczymy. O ile jednak trudniej poznac dobrze zywa osobe niz martwe miejsce… Wiekszosc z nas pozna w zyciu naprawde dobrze najwyzej kilka osob – jeden stolik w knajpie. Na poznanie calej knajpy potrzeba juz 10 zyc. A wszystkich knajp przy ulicy – 100 zyc. Kamera oddala sie – dzielnica ma kilkadziesiat ulic, a miasto kilkanascie dzielnic… Czlowiek czuje sie malym bezsilnym pylkiem w obliczu takiego ogromu roznych historii, ktorych nigdy nie pozna…

Kamera wraca nad zasniezono-zablocona ulice Dobugayazit. W momencie gdy nakladam paste do zebow na szczoteczke, nadjezdza tir. Wchodze na schodki, zdejmuje buty (nie wolno zabrudzic dywanow w srodku), laduje swoj plecak na tylne siedzenie opracowanym juz chwytem, potem Zuza podaje mi siaty i swoj plecak. Kamera powoli podaza za nami ku granicy z Iranem. Kolejne miejsce-zagadka.

1 komentarz:

dROOO pisze...

Masz rację... Jest wiele historii ludzkich, które warto poznać... Jest ich jednak zbyt wiele aby je zgłębić wszystkie...